Recepta na szczęśliwe małżeństwo

Niech będzie pochwalony Jezus Chrystus!

Nazywamy się Jolanta i Jarosław Bochyńscy, mieszkamy w Piechowicach w parafii św. Antoniego z Padwy. Jesteśmy małżeństwem sakramentalnym od 34 lat (w sierpniu, jak Pan Bóg pozwoli, będziemy przeżywać kolejny okrągły jubileusz). Mamy 5 dzieci: trzech synów i dwie synowe oraz troje wnucząt

Gdy się pobieraliśmy – miłość nasza była żarliwa, gorąca. Mieliśmy przeświadczenie, że kochamy się najmocniej na całym świecie. Dziś możemy powiedzieć, że tamta młodzieńcza miłość była jak róża w pąku, dzisiejsza nasza miłość jest jak róża rozwinięta i rozkwita pięknie nadal każdego dnia. Jesteśmy małżeństwem szczęśliwym.
Jaką mamy receptę na szczęśliwe małżeństwo?

  • Po pierwsze – zrozumieć, że jesteśmy dla siebie darem od Boga.
  • Po drugie – przyjąć, że Bóg kocha każdego z nas – mnie Jolę – mnie Jarka – najbardziej na świecie i w ramach tej miłości zgodził się na nasze małżeństwo, byśmy się w nim uświęcali.
  • Po trzecie – zauważyć, że jesteśmy od siebie różni.
  • Po czwarte – zaakceptować fakt, że jesteśmy od siebie różni i uczyć się od siebie wzajemnie tej inności każdego dnia.
  • Po piąte – dostrzegać piękno, dobro i radość z faktu, że jesteśmy różni i sobie ofiarowani.
  • Po szóste – znaleźć wspólnotę, która pomoże zrealizować wszystkie poprzednie punkty.

Dla nas tą wspólnotą okazał się Domowy Kościół – gałąź rodzinna Ruchu Światło – Życie. Domowy Kościół to małżeńsko – rodzinny ruch świeckich w kościele, który pragnie wychowywać swoich uczestników do posiadania siebie w dawaniu siebie. Kładzie on szczególny nacisk na formację małżonków nastawioną na rozwój duchowości małżeńskiej, która pozwala stwarzać najlepsze środowisko do chrześcijańskiego wychowania dzieci.

Co nam dał Domowy Kościół?

Nauczyliśmy się siebie słuchać, nauczyliśmy się ze sobą rozmawiać – nie tylko wymieniać komunikaty i walczyć ze sobą, by postawić na swoim. A tak się niestety stało, gdy młodzieńczą miłość i zapał osłabiły troski dnia codziennego – problem z dopięciem domowego budżetu w stanie wojennym, kłopoty z wychowaniem dzieci, choroby, operacje, pomysły innych osób na nasze małżeństwo…

Wtedy, gdy zaczęliśmy się od siebie oddalać Pan Bóg, który kocha nas najbardziej na świecie, postawiał na naszej drodze kapłana i małżeństwa DK. Włączyliśmy się w pracę formacyjną. w DK nauczyliśmy się odkrywać zalety współmałżonka i się nimi cieszyć, za wszystko Bogu dziękować. Przez codzienną modlitwę małżeńską (której błogosławione owoce dostrzegamy każdego dnia) oraz przez comiesięczny dialog małżeński (który praktykujemy, jako święto naszej miłości małżeńskiej), nasze relacje stopniowo się porządkowały, umacniały, pogłębiały.

Dzięki darom Domowego Kościoła, nazywanymi w naszym Ruchu ZOBOWIĄZANIAMI oraz dzięki wsparciu grupy małżeństw, zwanej KRĘGIEM RODZIN DK, nauczyliśmy się odkrywać piękno miłości Boga do każdego z nas, piękno stworzenia, piękno we współmałżonku, piękno we wspólnym pokonywaniu trudów i cierpienia, piękno w spotkanym człowieku. Te doświadczenia Bożej miłości i naprawa naszych relacji zauważały dzieci. Dziś starsi synowie z żonami włączyli się do kręgów rodzin DK we Wrocławiu i Niepokalanowie, najmłodszy syn jest kapłanem diecezjalnym Kościoła legnickiego, służy w Bogatyni, gdzie wspiera małżeństwa i rodziny.

Wszelkie dobro i piękne chwile w naszym życiu zawdzięczamy Panu Bogu, który nas połączył, postawił na naszej drodze kapłana i rodziny DK oraz temu, że całym sercem podjęliśmy realizację wszystkich 7 ZOBOWIĄZAŃ = Darów DK.

Przez codzienne czytanie i rozważanie Słowa Bożego dbamy o osobistą relację z Panem Bogiem, Bogiem żywym i prawdziwym, Stwórcą wszechświata, Królem Królów. To On nas wysłał 2 lata temu do Olszyny, by służyć małżeństwom tu mieszkającym, które odpowiedziały na Jego – Boga osobiste zaproszenie do współpracy na drodze formacji DK. Bogu żywemu, miłującemu, Władcy świata powierzyliśmy nasze życie 23 lata temu a ostatnio przed rokiem, w tym kościele powtórzyliśmy nasze zawierzenia Jezusowi razem z małżeństwami Waszej parafii. Dziś kończymy pewien etap przygotowań. Te małżeństwa chcą podjąć trud formacji w DK i w waszej obecności to oświadczą. Wspierajcie je modlitwą, dobrym słowem a gdy pobłądzą, to braterskim upomnieniem.

Jeśli podobają się wam szczęśliwe małżeństwa (a są z nami: z Lubina – para diecezjalna DK, para rejonowa z Jeleniej Góry i jeszcze 3 pary małżeńskie), małżeństwa pełne radości i świeżości zarówno młodych, jak i po 50tce a nawet po 60tce, to zapraszamy do DK już dziś. Po uczcie Eucharystycznej zapraszamy do salki na rozmowy i słodkie co nieco.

Pięknie dziękujemy księdzu Janowi, proboszczowi parafii za serdeczną życzliwość, księdzu Tomaszowi i księdzu Marcinowi za gorliwość i poświęcenie okazane przez towarzyszenie rodzinom, Wam – wszystkim parafianom za gościnność a Panu Bogu za to, że nas do Was przyprowadził – do Kościoła pięknego Waszym pięknem.

W tym doświadczeniu Niech Bóg będzie uwielbiony. Chwała Panu.

Świadectwo wygłoszone 22 listopada 2015 r. w czasie Eucharystii w Uroczystość Chrystusa Króla Wszechswiata - w parafii św. Józefa Oblubieńca w Olszynie Lubańskiej. Podczas tej mszy św. małżeństwa z kręgu pilotowanego przez Jolę i Jarka Bochyńskich uroczyście zadeklarowały wstapienie do wspólnoty DK rejonu Jelenia Góra.

Dwa razy odzyskaliśmy dziecko

Na rekolekcjach rodzin I stopnia w Przesiece gościlismy Agnieszkę i Andrzeja Janczurów. Świadectwo Bożej działalności w życiu ich córeczki Ani, które wysłuchaliśmy, zostało spisane przez Dorotę Niedżwiecką i wydrukowane w Przewodniku Katolickim 35/2015:

,,USG ciąży od kilku miesięcy pokazywało niezmiennie: lewa komora serca Ani nie wykształciła się. Tak było jeszcze dzień przed porodem. Tego, co stało się później, medycznie nie da się wyjaśnić.

Problemy z ciążą zaczęły się w drugim miesiącu. Agnieszka i Andrzej Janczurowie z Wrocławia nie spodziewali się tego – z pierwszą ciążą nie mieli żadnych problemów. Agnieszce groziło poronienie. Diagnoza: krwiak podkosmówkowy. Lekarze dawali niewielkie szanse na przeżycie dziecka.
– Zaskoczył mnie nasz zaprzyjaźniony ksiądz, który odprawił za nas Mszę św., gdy trafiliśmy do szpitala – mówi pan Andrzej. – Tuż po niej dopytywał się, czy dziecko już jest zdrowe. Lekarze mówili o tym, że możemy stracić nasze maleństwo, a on wbrew wszystkiemu zapewniał mnie, że ta Msza już pomogła. Myślałem, że mnie pociesza. Nie miałem pojęcia, że przeczuwa dużo, dużo więcej.
Następnego dnia, dokładnie 24 godziny po odprawionej Eucharystii, i w Godzinę Miłosierdzia, krwiak wypłynął – to było najlepsze rozwiązanie, którego lekarze nie przewidywali. Zagrożenie minęło.

Dlaczego nie wysłuchujesz?
Kolejne trudne chwile przyszły dwa tygodnie później. Duże prawdopodobieństwo zespołu Downa oraz potwierdzony przez kolejnych kardiologów HLHS, czyli niedorozwój lewej komory serca oraz przewężenie aorty. Istniała szansa, że życie Ani da się uratować, operując ją tuż po porodzie. Ginekolog kilkakrotnie namawiała na aborcję.
– Szukaliśmy medycznych rozwiązań i modliliśmy się nowenną pompejańską – mówi pan Andrzej. – Byłem przekonany, że gdy ją skończymy, na kolejnym badaniu okaże się, że wszystkie objawy choroby zniknęły. Tymczasem – było gorzej. Przypominaliśmy Maryi z bólem i niedowierzaniem, że przecież obiecała, że wysłucha każdego, kto odmówi tę nowennę… Równocześnie byliśmy pełni obaw i nadziei.
– Dla mnie bardzo ważne było przeżycie Drogi krzyżowej, która wskazywała mi głęboki sens cierpienia. Pan Jezus po trzecim upadku nie poddał się, nie powiedział: „Nie mam już sił, nie idę dalej”. W ciszy serca znosił ból, który był mu zadawany. To bardzo mnie umocniło – dodaje pani Agnieszka.
Z wizyty na wizytę było gorzej. Lewa komora serca, która do tamtego momentu była za mała, zanikła zupełnie. Prawa komora bardzo się powiększyła. Przewężenie aorty stało się tak duże – że krew płynęła w drugą, niewłaściwą stronę. Lekarze pocieszali rodziców, „że nie jest jeszcze tak źle”, bo zastawki działają. Podczas ostatnich badań w Polsce okazało się, że przestały działać.

Bez żadnych warunków
Znajomi księża radzili, by zgodzili się przyjąć to, co będzie się działo. Chodziło o zmianę nastawienia – przy równoczesnym dokładaniu wszelkich starań, by uratować dziecko.
– Bardzo długo nie mogliśmy zaakceptować sytuacji, że nasze nienarodzone dziecko jest tak ciężko chore – wyjaśnia Agnieszka Janczura. Słysząc od lekarki o śmierci dziecka z taką samą wadą, pani Agnieszka nie znalazła nawet słów, aby się modlić. Płakała głośno z poczucia bezradności.
– Dopiero wtedy oddałam Bogu życie Ani w sposób całkowity. Bez żadnych warunków. Powiedziałam tylko: „Boże, jeśli Ty chcesz wziąć jej duszę do nieba zaraz po urodzeniu, to ja się zgadzam. Całkowicie się zgadzam na to wszystko, co dla nas przygotowałeś. Widocznie z jakiegoś powodu tak właśnie ma być. Jezu, ufam Tobie”. Wówczas nie wiedziałam jeszcze jak wspaniały jest Boży plan dla Ani. Od tego momentu wszystko się zmieniło. Następnego dnia obudziłam się pełna energii do działania.
W ciągu jednego dnia państwo Janczurowie znaleźli bardzo dobrego specjalistę w operowaniu dzieci z HLHS – prof. Edwarda Malca, skontaktowali się z nim i podjęli decyzję o wyjeździe do niego, do Kliniki Kardiochirurgii Dziecięcej w Münster. To był piątek. Ponieważ poród mógł zacząć się w każdej chwili, do Niemiec musieli jechać już w poniedziałek.
Przez trzy dni udało im się zebrać horrendalną sumę na operację – 300 tys. zł.
– Znaczną część pieniędzy pożyczyliśmy. Pożyczali dla nas krewni i znajomi. Nie wiem, jak to się stało, w poniedziałek wszystkich zebranych pieniędzy, wraz z naszymi oszczędnościami było akurat tyle, ile było potrzeba – dodaje pan Andrzej.

Wada serca zniknęła
Gdy przyjechali do kliniki, stan dziecka był bardzo ciężki: przepływy krwi w mózgu dziecka oraz w pępowinie drastycznie się pogarszały. Próba wywołania porodu pogorszyła sytuację.
– Zaraz po cesarce lekarze zabrali Anię, by przygotować ją do operacji – wspominają rodzice. – Czas naglił – nie pozwolono nam być przy niej ani minuty. Poprosiliśmy niemieckich lekarzy, by natychmiast po porodzie ochrzcili dziecko.
Ania miała wrócić do rodziców w ciągu godziny – wróciła po trzech. – Byliśmy przerażeni, czy może z nią być aż tak źle? – mówią rodzice.
– Dzisiaj wszystko wygląda zupełnie inaczej niż wczoraj – oznajmił lekarz – najprawdopodobniej wyjedziecie stąd bez żadnej operacji. Okazało się, że… wada serca zniknęła.
– Na USG mogliśmy zobaczyć serce Ani. Było piękne: gula na prawej komorze zniknęła, a co najważniejsze: pojawiła się lewa komora – opisują rodzice. – Teraz jedna stanowiła dokładne odzwierciedlenie drugiej, tak jak powinno być. Wszystkie zastawki działały rytmicznie: „pyk, pyk, pyk” – a przecież jeszcze wczoraj się nie domykały. Nie mogliśmy się napatrzeć, to nie było serce, które widzieliśmy dzień wcześniej. Wyglądało to tak, jakby Ania dostała nowe.
Do momentu porodu nie mieli kontaktu z dziećmi po operacji. Teraz zobaczyli, jak to wygląda. Szczególnie w pamięci utkwiła im mała Julcia, która po źle przeprowadzonej w Polsce operacji, tam na intensywnej terapii walczyła o życie. Teraz jej rodzice zbierają pieniądze na kolejny niezbędny zabieg.

Cud XXI wieku
– My tu bardzo lubimy operować dzieci – żegnał ich po kilku tygodniach obserwacji stanu zdrowia Ani prof. Malec. – Ale jesteśmy szczęśliwi, jak operować nie musimy.
– Jak często zdarza się wam, że nie musicie operować?– zapytał pan Andrzej.
– Nigdy. Zawsze operujemy.
Polska kardiolog badała Anię przez dwie godziny. – Takie przewężenia aorty nie znikają. Je zawsze trzeba operować – gdy to mówiła, głos się jej łamał. – W sercu Ani po przewężeniu nie ma śladu.
Tego, że lewa komora pojawiła się, lekarze już nie komentują, bo jest to tak niezwykłe.
– Pojechaliśmy do Niemiec na trzy operacje, niezbędne, by Ania mogła przeżyć – mówią Agnieszka i Andrzej Janczurowie. – Wróciliśmy bez operacji, z zupełnie zdrowym dzieckiem. Trzech lekarzy potwierdziło nam, że to cud.
– Wielu rzeczy z tego, co się wydarzyło, nie umiemy wytłumaczyć. Nie wiemy, dlaczego nasza Ania dostała taką szansę, a inne dzieci jej nie dostają.
Podczas tych trudnych kilku miesięcy państwo Janczurowie mocno doświadczyli wsparcia i modlitwy innych. Dowiedzieli się, jak ważne jest mieć odwagę podejść do znajomych – nawet tych, o których nie wie się, czy wierzą, i poprosić ich o modlitwę. Jak ludzie stają się wtedy sobie bliżsi.
– Dziś niczego w życiu nie jesteśmy tak bardzo pewni, jak tego, że Bóg istnieje, że słyszy każdą naszą modlitwę i odpowiada na nasze prośby. Inaczej teraz patrzymy na świat: wyraziściej dostrzegamy w najdrobniejszych rzeczach głęboki zamysł Boży. Staramy się żyć z dnia na dzień coraz lepiej, aby wyrazić Bogu naszą wdzięczność. Mówimy o tym, co nas spotkało, by inni także mogli doświadczać, że takie cuda, o których czytamy w Biblii, zdarzają się również w XXI wieku.


Ania Janczura urodziła się 20 maja 2015 r. Zdrowa – co lekarze klasyfikują jako cud. Więcej na ten temat na stronie rodziców Ani: www.swiadectwo-wiary.pl''

 

Rekolekcje o Ojcu Założycielu – Księdzu F. Blachnickim w Legnicy

ZAPRASZAM CIĘ PANIE NA TRON MOJEGO ŻYCIA

   W dniach 14 – 16 listopada 2014r. w Legnicy przy parafii św. Jana Chrzciciela, odbyły się rekolekcje tematyczne, prowadzone przez Panią Dorotę Seweryn i Grażynę Miąsik, poświęcone Słudze Bożemu ks. Franciszkowi Blachnickiemu. Był to czas wielkiej łaski, jaką Pan przygotował dla mojej rodziny i dla mnie. Słowa, które wypływały z ust pani Doroty Seweryn, docierały do mnie bardzo osobiście. Ona, jako świadek i najbliższy współpracownik ks. Franciszka, bardzo dobitnie mówiła o tym, żeby się nie bać i bez lęku służyć. Nie przypisywać sobie sukcesów, bo nie jest to Nasze dzieło. A trzeba powiedzieć, że był to bardzo gorący okres [wybory samorządowe]. Ja jako były radny dwóch kadencji i kandydat do nowej rady odbierałem te rekolekcje bardzo osobiście. Pani Dorota mówiła: walczcie bez przemocy i nienawiści, nie obracajcie koszuli na drugą stronę w miarę potrzeby, tylko trzymajcie się swoich zasad, Bożych zasad. W moim przypadku jest to dużym wyzwaniem; ciągłą walką.

   Pokazanie publicznie swojej wiary nie jest proste. Równo tydzień przed rekolekcjami, zaproszony byłem na odbiór nowej świetlicy. Koledzy radni, przeskakiwali się w pomysłach, co to też kupić, bo przecież z gołą ręką nie wypada pójść. A ja kupiłem Krzyż i ofiarowałem tamtejszej Sołtysowej ze słowami „oby w tej sali działy się rzeczy Boże i na chwałę Jezusa Chrystusa''. Kosztowało mnie to bardzo wiele, aby pokazać moją wiarę publicznie. Dopiero na rekolekcjach zrozumiałem, że nie jest to moje dzieło, jak mówiła Pani Dorota: nie przypisujcie sobie sukcesów. Duch Święty, który działa i jest wszechobecny, pomógł mi i „dał słowa” na tę konkretną sytuację. Ten sam Pan, który pozwolił mi zostać radnym po raz trzeci stawia na mojej drodze przeszkody, mobilizuje mnie do wysiłku i pozwala mi pójść w głąb.

Grzegorz z Legnicy

________________________________________


   Dobremu Bogu niech będą dzięki za czas rekolekcji o słudze Bożym księdzu Franciszku Blachnickim! Pan tak poukładał terminy i grafiki, że mogliśmy w końcu wziąć udział w rekolekcjach.

   W Domowym Kościele Ruchu Światło – Życie trwamy z mężem drugi rok. To były nasze pierwsze małżeńskie oazowe rekolekcje. Ten krótki czas pozwolił nam doświadczyć wspólnoty i prawdziwej jedności. Ogromna życzliwość, serdeczność i ciepło obu Pań prowadzących – Doroty Seweryn i Grażyny Miąsik – oraz wszystkich małżeństw uczestniczących w rekolekcjach sprawiły, że we wspólnocie czuliśmy się jak w rodzinie.

   Mogliśmy poznać postać i dzieło sługi Bożego ojca Franciszka oraz charyzmat Ruchu. Sługa Boży ksiądz Franciszek Blachnicki jest dla nas wzorem zaufania Bożej Opatrzności. W Jego życiu i dziele zrealizowały się słowa Pana Jezusa: „Wszystko możliwe jest dla tego, kto wierzy” (Mk 9, 23 b).

Katarzyna i Dawid z Legnicy

________________________________________


   Początki były trudne piątek cały dzień poza domem o 22 dotarliśmy do domu razem z dziećmi, sobota podobnie byłam zmęczona, rozdrażniona, ukojenie przyszło podczas adoracji NS. Dzisiaj nie żałuje ani chwili jestem wdzięczna Panu Bogu za dar rekolekcji o ks. Blachnickim, ze dal mi bliżej poznać ta niesamowita postać, dziękuję Dobremu Panu że jestem w Ruchu Światło – Życie razem z moim mężem, że możemy sie duchowo budować, stawać sie lepszymi i w jedności dążyć do świętości. Po tych rekolekcjach poczułam potrzebę i chęć by pojechać na 15-dniowe rekolekcje, Alleluja, Amen. Z Panem Bogiem.

Ania z Legnicy

________________________________________


   Coraz częściej mówiąc o ks. Blachnickim, zaczynam zwracać się: Ojciec Blachnicki, Ojciec Franciszek. Myślę, że dzieje się tak dlatego, że Jego osoba staje się mi coraz bliższa. Nie tylko przez bliskość ojca jako opiekuna, ale przede wszystkim jako ojca duchownego, który staje się dla mnie przewodnikiem, tym który wskazuje drogę do zbawienia. Przeżyte niedawno rekolekcje jeszcze bardziej ukazały mi jego ojcostwo. Co jakiś czas wracam do chwil z życia Ojca Franciszka, które zapadły mi w pamięć dzięki Pani Dorocie. Mam nadzieję, że te obrazy będą ciągle żywe, tak jak są teraz i będą dla mnie umocnieniem w tym, aby codziennie pokładać ufność w Panu Bogu tak, jak to robił Ojciec Franciszek.


Sylwia i Paweł z Legnicy

________________________________________


   Głębię rekolekcji dostrzegliśmy w mocy, jaką daje życie w trzeźwości i w relacji z Bogiem. Choć podjęliśmy kiedyś roczną krucjatę, to po rekolekcjach dojrzewa w nas decyzja podjęcia „wyzwania" na resztę życia. W życiu Sługi Bożego Ojca Franciszka Blachnickiego dostrzegliśmy wiele zdarzeń, które nam po ludzku wydawały się nie do rozwiązania. Dzięki wytrwałej wierze, spokojowi ducha i zaufaniu Bogu mógł realizować Boże dzieła. Po tych rekolekcjach również i my zawierzamy się Bogu co dzień przez wstawiennictwo Sługi Bożego Franciszka Blachnickiego. Wierzymy, że będziemy mieć w sobie choć część tej Jego niezachwianej wiary, która pozwoli na przyjęcie nawet najtrudniejszych doświadczeń życiowych, ufając że to też wypływa z Bożej Miłości.


Agnieszka, Jacek i Michaś z Legnicy (4 lata w Domowym Kościele)

________________________________________


   Chociaż w rekolekcjach uczestniczyłam tylko w małym stopniu z powodu posługi organizacyjnej, to mogę podzielić się niesamowicie mocnym doświadczeniem wspólnoty. Podczas Mszy świętej sobotniej, kiedy przyjęłam do serca PANA, miałam obraz Jezusa Chrystusa, który nie miał swojej twarzy, ale twarze braci i sióstr ze wspólnoty, które zmieniały się jak w kalejdoskopie. To było potwierdzeniem, jaką siłą jest Ruch Światło – Życie – dzieło naszego Ojca Franciszka. Domowy Kościół to wspólnota na każde czasy, ponieważ jest obecny w niej Chrystus! Tylko człowiek w pełni poddany Duchowi Świętemu mógł stworzyć taką wspólnotę. Jestem dumna, że jestem częścią tej wspólnoty J. Modlę się, aby moje serce było tak otwarte, jak serce O. Blachnickiego.
Chwała PANU za ten czas, za Panie Dorotę Seweryn i Grażynę Miąsik.


Agnieszka Brożyna z Legnicy

Rekolekcje wakacyjne 2013 r. - relacje członków DK rejonu Jelenia Góra

Filip Niewiadomski:

 

Szczęść Boże.

   W tym roku z rodzicami byliśmy na rekolekcjach III stopnia w Przemyślu. Były to rekolekcje III stopnia dla małżeństw, ale także rekolekcje III stopnia dla Oazy młodzieżowej. Z racji swojego wieku, miałem po raz pierwszy możliwość uczestnictwa w oazie młodzieżowej. Były to dla mnie przełomowe rekolekcje. Oto dwie najważniejsze moim zdaniem rzeczy które wyniosłem z tych rekolekcji

  1. Cierpienie; dzięki życzliwości z jaką spotkałem się ze strony tej młodzieży zrozumiałem że mój krzyż moja sytuacja życiowa może być moim największym charyzmatem. Moje przeżywanie cierpienia może kogoś doprowadzić do poznania Boga
  2. Nowy człowiek; Cały czas walczymy o to żeby stworzyć nowego człowieka Ale pytanie jak? Nowego człowieka stworzymy tylko poprzez czystą miłość. Jestem pod dużym wrażeniem tego jak ta młodzież mnie przyjęła. Doświadczyłem na sobie ich troski. To są nowi ludzie tylko takich ludzi musi być jeszcze więcej.

 

________________________________________


Mirek i Iwonka:


   Rekolekcje dla nas to czas szczególny, na który czekamy cały rok. Tylko tam i w takich warunkach możemy zweryfikować swoje życie i stanąć przed Bogiem w prawdzie ; zatrzymać się, spojrzeć na naszą codzienność z Bożej perspektywy. To dla nas czas wyłącznego przebywania z „żywym” Bogiem, z prawdziwą Miłością. Doświadczenie spotkania swojego Mistrza sprawia, że tęsknimy za czasem rekolekcji, za wspólnotą, za przeżywaniem nieba już tutaj. Podczas wakacyjnych rekolekcji Oazy Modlitwy – Finanse po Bożemu, Pan Bóg pokazał nam nasze zniewolenia, słabości. Uświadomił, że nasze serca są jeszcze zamknięte na Niego i na braci. Kazał zweryfikować nasze życie, decyzje pod kątem uczciwości. Pytał nas o to w jakiej perspektywie żyjemy – doczesności czy wieczności. Uczył nas jaki mamy mieć stosunek do pieniędzy i pracy. Uzmysłowił nam, że On jest Panem wszystkiego. On jest naszym pracodawcą i jeśli wypełnia się Jego wolę, On zaspokaja każdą naszą potrzebę. Już na wcześniejszych rekolekcjach Jezus dał nam świadomość, że zwykłą ludzką uczciwością względem Niego jest oddawanie dziesięciny na potrzeby Kościoła. Podczas tych rekolekcji zrozumieliśmy, że ta dziesięcina powinna być dawana z radością serca i w zaufaniu do Pana Boga, wtedy ma ona ogromną wartość.

 

   Mocno dotarły do nas słowa Pisma Świętego z ewangelii św. Łukasza mówiące o wdowim groszu– „ Gdy podniósł oczy, zobaczył, jak bogaci wrzucali swe ofiary do skarbony. Zobaczył też, jak uboga jakaś wdowa wrzuciła tam dwa pieniążki, i rzekł: <wrzuciła więcej niż wszyscy inni. Wszyscy bowiem wrzucali na ofiarę z tego, co im zbywało ; ta zaś z niedostatku swego wrzuciła wszystko, co miała na utrzymanie>. (Łk 21,1-4). Po raz kolejny doświadczyliśmy Jego miłości do nas. Powrócił pokój w sercu, poczucie bezpieczeństwa i radość, że jest się ukochanym dzieckiem samego Boga, jedynego Pana i Zbawiciela. Niech Jego imię będzie uwielbione.

________________________________________

 

Wojciech i Marta:

 

Szczęść Boże !

   W dniach 29 czerwca -14 lipca 2013 r przebywaliśmy na rekolekcjach Oaza Rodzin II st. w miejscowości Rowy. Rekolekcje były organizowane przez Diecezję Bydgoską i charakteryzowały się bardzo dużą ilością uczestników (6 kręgów) około 60 dzieci i bardzo duża Diakonia wychowawcza do dzieci, dzięki czemu mogliśmy głębiej przeżyć rekolekcje. Mieliśmy młodego, lecz bardzo konkretnego ks. Rekolekcjonistę, 1 kleryka i 2 diakonów. Było też trochę międzynarodowo, ponieważ jedna para pochodziła z Czech, i była też jedna pani z Filipin. Z Czechami się zaprzyjaźniliśmy i ku naszej radości, do tej pory utrzymujemy kontakt mailowy. Duże wrażenie zrobiło na nas ich świadectwo. Byli pod wrażeniem struktur Ruchu DK w Polsce. U nich to wszystko jest jeszcze nieukształtowane. Nasz krąg był bardzo zżyty - nasi animatorzy jak starszy brat i siostra. Mieliśmy też członka kabaretu OKO (założonego przez chłopaków z oazy). Sama forma rekolekcji bazująca na Starym Testamencie, a przede wszystkim Ks. Wyjścia pokazała nam jak w naszym życiu codziennym powinniśmy zerwać z grzechem i zniewoleniem a pójść za słowem Bożym. Interesujący był nocny Exodus nad morze oraz Msza Rezurekcyjna. Fascynujące świadectwa ludzi, siła modlitwy wstawienniczej a także moc wspólnoty.

________________________________________

 

Zbyszek i Magda:

 

   Całe nasze świadectwo zamyka się w krótkim stwierdzeniu: „Nie ma co wiele gadać, trzeba jeździć na rekolekcje”. Dlaczego? Bo tam na nas czeka nasz Pan. To tam stwarza nam warunki do naszego wzrostu. Zgodnie z naszymi planami w tym roku mieliśmy w ogóle nie jechać na rekolekcje, ale człowiek planuje, Pan Bóg kieruje. Przed samymi wakacjami Pan uświadomił nam, że nie ma co zwlekać. Przecież tak dużo otrzymaliśmy od wspólnoty Domowego Kościoła. Trzeba działać, trzeba skończyć podstawową formację aby móc służyć innym. Jak coś jest zgodne z wolą Pana to nic nie stoi na przeszkodzie, znaleźliśmy wolne miejsca, dostaliśmy urlop. Jechaliśmy z wielką obawą, przecież to trzeci stopień – poznawanie Kościoła – a jak my poznamy Go w Jastarni? Przecież tam nic nie ma. Zupełnie niepotrzebne były nasze obawy.

 

   Rekolekcje przygotowała Diecezja Białostocka i chociaż uczestnicy przybyli prawie z wszystkich regionów Polski to, co zupełnie naturalne, przedstawicieli organizatorów było najwięcej. Już po kilku dniach zrozumieliśmy, że to jest pierwsza nauka, kontakt z wiarą, sposobem jej przeżywania ludzi z wschodniej Polski. Najłatwiej nam opisać to zdaniem. Nasi rodacy ze wschodu mają wiarę we krwi, jest ona ich naturalnym uzupełnieniem. Pięknie jest być w takiej atmosferze. W trakcie piętnastu dni rekolekcji, zwiedziliśmy wszystkie kościoły na Półwyspie Helskim, a także w Jastrzębiej Górze, Pucku, Swarzewie i Gdyni. I znów zderzenie z zupełnie innym, ale jakże również pięknym sposobem uwielbienia Boga przez Kaszubów, szczególnie wyrażanym w wystroju pięknych rybackich kościołów. Spotkania z ludźmi morza pozwoliły nam zrozumieć jak każdego dnia żyją oni z Bogiem i wszystko mu zawierzają. Udało nam się również poznać historię i działanie zakonów – ojców franciszkanów, jezuitów i werblistów oraz sióstr św. Michała Archanioła. Naszym osobistym owocem tych rekolekcji było odkrycie potrzeby budowania w sobie pokory i odpowiedzialności za wspólnotę rodzinną, parafialną, Domowego Kościoła, a przede wszystkim Kościoła Bożego. Wspólne spotkania w kręgu rekolekcyjnym otworzyły nam oczy na to jak mało dajemy z siebie, jak wiele oczekujemy i jak dużo czeka nas pracy aby to zmienić w naszym życiu. Ale mając w pamięci wspaniałe świadectwa wiary i posługi naszych sióstr i braci z rekolekcji, mając ufność w opiekę Pana naszego będziemy starać się urzeczywistniać każdego dnia regułę Domowego Kościoła: „Równi służą Równym”.

________________________________________

 

Bernard i Ania:

 

   Rekolekcje II stopnia.2013, Smolany-wieś na Suwalszczyźnie, piękna, czysta przyroda. Wspaniałe warunki dla rodzin z dziećmi. Cisza, dużo zieleni, żadnych "światowych" pokus-tylko jeden sklep. Nie powiem, że pojechaliśmy na te rekolekcje z ochotą. Wiek, zmęczenie, choroby skłaniały nas raczej do wakacyjnego odpoczynku bez zobowiązań. Jednak, gdy zadzwonił Tadeusz z Tereską (para moderatorska), których poznaliśmy na wcześniejszych rekolekcjach, wiedzieliśmy że trzeba jechać(jako animatorzy muzyczni).Dla nas, wiemy to już od lat, taka prośba w bożych sprawach, jest głosem jakby samego Pana Boga. Coś potrafię, mogę pomóc, mam czas-jadę. W rekolekcjach wzięło udział 30 par małżeńskich i ponad 60 dzieci. Trochę a nawet bardzo obawialiśmy się przy tylu uczestnikach hałasu, zamieszania itp. a okazało się, że było bardzo spokojnie i radośnie. Jak się później okazało w rozmowie z moderatorami, rekolekcje te były bardzo omodlone, m.in. przez siostry ze zgromadzenia zakonnego. Uczestnicy rekolekcji zostali także zobowiązani wcześniej, do odprawienia nowenny do Ducha Świętego.

 

   Od pierwszego dnia uderzyło nas wspaniałe poczucie wspólnoty a na spotkaniach kręgu mieliśmy wrażenie, że jesteśmy kręgiem od wielu lat. Para moderatorska czujna, uważna, modląca się. Nawet jeśli były jakieś problemy to dzięki nim myśmy ich w ogóle nie widzieli. Konferencje X. Łukasza dały nam b. dużo, bo w sposób konsekwentny i rzeczowy przypominał i mówił o wierności Zasadom D.K. Ten powrót do źródeł(po 5 latach przerwy w oazach wakacyjnych) bardzo nas duchowo wspomógł i odświeżył. Długo moglibyśmy jeszcze pisać ale świadectwo miało być krótkie. Od siebie (Bernard) tylko dodam, że moje sercowe uciążliwe dolegliwości od rekolekcji się skończyły. Podczas modlitwy małżonków przed Najświętszym Sakramentem, przy głośno wypowiedzianej przez moją Żonę prośbie do Pana Boga o zdrowie dla mnie, moje serce zaczęło bić równo(a migotało bez przerwy od roku i 3 miesięcy). Moja przypadłość nazywa się "napadowe migotanie przedsionków" i mam świadomość, że może to mieć miejsce w każdej chwili(jeśli taka wola Boża). Ale, za każdy dzień i w każdym dniu od rekolekcji bez migotania, bardzo Panu Bogu dziękuję. Na koniec zdanie z naszych rekolekcyjnych notatek: "Nie można wrócić z rekolekcji niezadowolonym". Chwała Panu!

________________________________________

 

Rafał i Klaudia:

 

   Świadomie wybraliśmy rekolekcje III stopnia. Chcieliśmy przeżyć pełną formację podstawową, jednak wydawało nam się, że trudno będzie odbyć „trójkę” z małymi dziećmi, więc czekaliśmy, aż dzieci osiągną odpowiedni (w naszym mniemaniu) wiek. Po kilkuletniej przerwie rekolekcyjnej byliśmy tak duchowo „wygłodniali”, że nie mogliśmy się doczekać wyjazdu. Cieszyliśmy się jak dzieci. Wiedzieliśmy (tak nam się wydawało), czego się spodziewać, bo oboje z mężem byliśmy oazowiczami po formacji młodzieżowej. Dokładnie wszystko przemyśleliśmy, zaplanowaliśmy i przygotowaliśmy. Byliśmy tak otwarci na Boga i ludzi, że... no cóż: dziękujemy dziś Bogu za Jego moc i działanie, pomimo naszych planów i przygotowań. Fasada naszego przygotowania legła w gruzach tuż po przekroczeniu progu Collegium Marianum w Przemyślu. Kilka godzin później okazało się, że otwarci byliśmy jedynie w naszych wyobrażeniach, a posłuszeństwo egzekwowaliśmy od naszych dzieci ( i to nie zawsze konsekwentnie), natomiast nam samym daleko do ideału. Jednym słowem, od początku stało się jasne, że będzie to bardzo trudny czas. Czas zmagania się z przywarami i niedociągnięciami, czas wytężonej pracy nad sobą i naszym małżeństwem. Nigdy nie idealizowaliśmy siebie. Wydawało nam się, że dostrzegamy nasze wady i słabości i pracujemy nad nimi. Jednak krytyczne widzenie siebie nie oznacza wcale widzenie siebie w prawdzie! Podczas rekolekcji Bóg na nowo pozwolił nam dostrzec moc dziękczynienia. Dzięki niemu możemy zobaczyć siebie takimi, jakimi rzeczywiście jesteśmy. Dziękczynienie przy codziennym wieczornym rachunku sumienia umożliwia dostrzeżenie „zysków” i „strat” w naszym dążeniu do świętości. Pozwala zobaczyć to, co dobre, co przybliżyło nas do Boga i to, co nadal nas od Niego oddala.

 

   W czasie rekolekcji III stopnia w Przemyślu Pan otworzył nam oczy na to, co dobre w naszym małżeństwie, co należy pielęgnować w rytuale małżeńskim i rodzinnym i to, co jedynie sprawiało wrażenie dobrego. Odczucia, co do pewnych naszych postaw i zachowań doskonale podsumowują słowa błogosławionego księdza Balickiego – mocarza pokory: „Dzięki Ci Panie, żeś mnie upokorzył”. Usłyszeliśmy kiedyś takie zdanie, że wszystko czegokolwiek doświadczamy w tym błogosławionym czasie, to rekolekcje. Nie tylko treści, które mają nas wprowadzić w tajemnice Kościoła, ale też ludzie, których Bóg stawia na naszej drodze, ich słowa, postawa, ich otwartość na drugiego człowieka. Takim szczególnym trudem było dla nas rozdzielenie z dziećmi. Jadąc do Przemyśla spodziewaliśmy się standardowego rekolekcyjnego planu dnia z pełnymi trzema godzinami dla rodziny. Rzeczywistość okazała się nieco (delikatnie rzecz ujmując) inna. Wielkie bogactwo treściowe i połączenie rekolekcji rodzin i młodzieżowych spowodowało, że czasu dla dzieci było zdecydowanie mniej. I o dziwo - dzieci entuzjastycznie bawiły się z rówieśnikami i fantastyczną diakonią wychowawczą na czele z siostrami Franciszką i Stellą, a my ciężko przeżywaliśmy rozstanie! Ale i naszą wyimaginowaną traumę Bóg obrócił w dobro. Pozwolił nam doświadczyć tego, że dzieci są nam dane ”na chwilę”. Uświadomiliśmy sobie, że mamy być jedynie ich opiekunami w drodze ku dorosłości. Tę prawdę znaliśmy jedynie teoretycznie. Często ją sobie powtarzaliśmy w rozmowach ze znajomymi, jednak byliśmy przekonani, że to „oddanie naszych dzieci” ma nastąpić dopiero, gdy dorosną. W czasie rekolekcji Bóg uświadomił nam, że mamy je oddawać każdego dnia, ofiarowując je Bogu i ludziom. Z ofiarowaniem dzieci łączy się ściśle pokora i posłuszeństwo. Postawa posłuszeństwa uczy z radością podejmować posługi, których Kościół od nas potrzebuje. Moderator – ksiądz Wąsik ujął to tak: „jeśli ktoś (moderator, animator, proboszcz) prosi byś podjął jakąś służbę, wykonał jakieś zadanie, odpowiadaj – „tak, chętnie”. I nie ma co się zastanawiać czy dam radę. Bóg nie powołuje uzdolnionych ale uzdalnia powołanych. Pięknie to ujęła spotkana w ramach „żywego Kościoła” siostra Sercanka – kustoszka Muzeum Archidiecezjalnego w Przemyślu: „Nie mów Bogu, że masz wielki problem, ale powiedz problemowi, że masz wielkiego Boga”. To takie proste! W pełni otwartej na Boga postawy nie da się wykształcić w sobie bez pokory. Uczyliśmy się jej w czasie rekolekcji wpatrując się w Maryję – pokorną służebnicę Pana, Królową Nieba i Ziemi, wsłuchaną w słowa Boga i je wypełniającą. Każdego dnia przez tajemnice Różańca Maryja prowadziła nas do Chrystusa. To w Jego słowie odkrywaliśmy Bożą miłość i instrukcję obsługi naszego człowieczeństwa. „Trójka” uczy podejmowania służby w Kościele. Poprzez spotkania z „żywym Kościołem” pokazuje różnorodność form służenia Bogu i ludziom.

 

   Nasze przemyskie rekolekcje to także doskonała powtórka z historii i zaakcentowanie piękna polskiej kultury. Dzięki moderatorowi księdzu Adamowi Wąsikowi - patriocie i krzewicielowi tradycji narodowych mogliśmy odkryć piękno Przemyśla, jego okolic i przypomnieć sobie historię tych ziem. Odwiedzając przemyskie cmentarze i wspinając się uliczkami dostrzegliśmy wielokulturowość tego magicznego miasta. Do dziś brzmią nam w uszach wielokrotnie akcentowane przez moderatora słowa – szacunek i kultura.

________________________________________

 

Mariusz i Marzenka:

 

   W czasie ostatnich wakacji byliśmy uczestnikami oazy Rodzin II stopnia w Straszynie na Kaszubach. 15-dniowe rekolekcje wakacyjne zawsze są dla nas niezwykłym darem Wszechmogącego. Z wiru codziennych obowiązków wychodzi się „poza obóz” gdzie można wejść do Namiotu by rozmawiać z Panem twarzą w twarz, tak jak się rozmawia z przyjacielem. Nie inaczej było i tym razem. W czasie OR II° rozważaliśmy tajemnicę Exodusu – przejścia ze śmierci do życia. Idąc za Jezusem - nowym Mojżeszem wstępowaliśmy na Golgotę by wraz z Nim zanurzyć się w Jego Śmierci i Zmartwychwstaniu. Centralną tajemnicą drugiego stopnia jest odnowienie przyrzeczeń chrzcielnych. Był to dla mnie czas ponownego odkrycia łaski chrztu. Stając nad brzegiem rzeki w 10 dniu oazy, gdy w Celebracji Paschy odnawialiśmy przyrzeczenia chrzcielne odczułam wielką radość, że zostałam ochrzczona jako dziecko, niemowlak, niezdolna do wyznania wiary. Dziękuję, że Kościół nie zamknął przede mną zdroju łask, czekając aż dojdę do „używania rozumu”. Bo przecież i tak niewiele rozumiem z tego co zostało nam objawione i nadal zbyt mało jestem wdzięczna za to co zostało mi darowane. „Jeśli bowiem przez śmierć, podobną do Jego śmierci zostaliśmy z Nim złączeni w jedno, to tak samo będziemy z Nim złączeni w jedno przez podobne zmartwychwstanie”(Rz6,5). Dziś dziękuję Bogu za łaskę Chrztu Świętego. Dziękuję, że wyznając wiarę mogłam prosić Kościół o Chrzest Święty dla moich dzieci. I dziękuję za ten święty czas rekolekcji, na które trzeba było poświęcić tyle urlopu… Bo o urlop Pan Bóg się sam zatroszczył.

Pan jest potężny

Szczęść Boże!


   Nazywamy się Agnieszka i Paweł Brożynowie. Jesteśmy małżeństwem od 15 lat. Mamy dwoje dzieci: trzynastoletniego syna Krzysztofa i dziesięcioletnią córkę Weronikę. We wspólnocie Domowego Kościoła jesteśmy od 9 lat. Chcemy Wam opowiedzieć o tym, jak Jezus Chrystus przemienia nasze życie, jak namacalnie odczuwamy działanie Pana, jak to spotkanie z Jezusem promieniuje na całą naszą rodzinę. Domowy Kościół pomógł nam zaprosić Go do naszego życia, dlatego tak ważne jest, aby być we wspólnocie.


   Paweł: we wrześniu ubiegłego roku zachorowałem na chorobę De Quardena. Moja lewa ręka stała się zupełnie niesprawna, a ponieważ pracowałem wtedy w firmie budowlanej, nie mogłem w związku z tym pracować i straciłem pracę. Leczenie ciągnęło się aż do kwietnia i nie przynosiło efektów, więc lekarz wyznaczył na 15 maja 2013 r. operację. Te ponad pół roku choroby, braku środków finansowych, był dla nas czasem błogosławionym. Ktoś może zapytać się jak choroba może być błogosławieństwem… czuliśmy niesamowity spokój, wszystko oddawaliśmy Bogu. Kiedy brakowało pieniędzy mówiliśmy: Panie daj nam, bo nie mamy za co żyć i On dawał nam pieniądze, czy to przez dobrych ludzi, czy wprost czynił cud w postaci np. 100 zł, które wyciągałem nagle z kieszeni. Muszę powiedzieć, że najbardziej mogliśmy liczyć na przyjaciół z Domowego Kościoła, którzy pomagali dobrym słowem, modlitwą za nas i wspierali nas finansowo. Dziękowaliśmy Jezusowi za moją chorobę i zanurzaliśmy w Jego Przenajdroższej Krwi całą naszą rodzinę. Dziękowaliśmy Bogu za pracę, którą znajdzie dla mnie. Dla mnie jako mężczyzny ta sytuacja była największym upokorzeniem jakiego mogłem doświadczyć, bo nie mogłem wziąć odpowiedzialności za swoją rodzinę, nie mogłem jej utrzymać, ale z tego upokorzenia Bóg uczynił siłę. Przewartościował mnie jako męża i ojca. Podczas jednej z mszy o uzdrowienie, w których uczestniczymy Pan Bóg uzdrowił w cudowny sposób moją rękę, tak że nie ma śladu po chorobie i operacja została odwołana. I Pan Bóg znalazł mi pracę.


   Agnieszka: Byłam niechcianym dzieckiem i moja mama sporadycznie się mną zajmowała, wychowywała mnie babcia. Fakt, że zostałam odrzucona, jeszcze w okresie prenatalnym, zaważył na moim życiu. Miałam nerwicę lękową – paniczny strach przed śmiercią. Często trafiałam na oddział psychiatryczny, dostawałam leki psychotropowe, mój stan poprawiał się na krótko i potem znów to samo i tak koło się zamykało. Do tego dołączyła się nienawiść do mojej mamy, która trawiła mnie od środka. Kiedy przyjęłam Chrystusa, jako Pana i Zbawiciela, oddałam Mu moje relacje z mamą. Ta nienawiść była już tak silna, że zaczęłam się brzydzić mamy, miałam odruchy wymiotne, gdy chciałam się z nią przywitać, dotknąć jej. Nie miałam już siły, by udźwignąć to sama. Podpisałam za mamę Krucjatę Wyzwolenia Człowieka i wtedy Pan Jezus zaczął uwalniać mnie z nienawiści. Dał mi miłość, bym tą miłością pokochała mamę. Potem poważna choroba mamy (mało brakowało, by umarła) zbliżyła nas do siebie i w tej chorobie Pan Bóg zaczął uzdrawiać mamę najpierw duchowo – nawróciła się, wróciła do modlitwy i sakramentów, a potem dał jej zdrowie. Chrystus sprawił, że wybaczyłyśmy sobie i pokochałyśmy się tak, jak mama z córką. Ten proces trwał 5 lat. To cudowne, że mogę dziś przytulić się do mamy i powiedzieć jej, jak bardzo ją kocham. Pan Bóg jest Potężny i działa w naszym życiu. Trzeba Go tylko zaprosić i oddać się całkowicie pod Jego wolę. Za to wszystko chwała PANU !!!


Agnieszka i Paweł – DK rejon Legnica, czerwiec 2013

Please publish modules in offcanvas position.

Free Joomla! template by Age Themes